e-book egodziecka

Zaprenumeruj newsletter, a otrzymasz od nas bezpłatnie e-book pt. „Rozwój dziecka w pierwszym roku życia”

Zapisz się do newsletter'a
 

Felietony

Reklama

Reklama

Reklama

Porada dnia

Czytam egodziecka.pl

  • "Bardzo się cieszę, że powstał tak profesjonalny portal! Mogę tylko pogratulować."

    Anna z Mogilna

Partnerzy

Informacja

Portal Egodziecka.pl zaprasza na praktyki i staże studentów i absolwentów psychologii i pedagogiki, chcących współtworzyć wartościowe miejsce w Internecie, przeznaczone dla rodziców dzieci w wieku 0-10 lat. Szczegółowe informacje prześlemy zainteresowanym.
Prosimy o kontakt: kontakt@egodziecka.pl
Zapraszamy!

***   ***   ***
logo_polski_internet100_100

Po raz drugi startujemy w Konkursie Polski Internet!

Bezkarnie, cz. II - Współpraca

dodano: 05-06-2013

Zachęcanie dziecka/dzieci do współpracy to jeden z najbardziej wymagających kreatywności obszarów rodzicielstwa. Przynajmniej dla mnie.


Skoro bowiem przyjmę do wiadomości, że moim dzieciom totalnie nie zależy na sprzątniętym pokoju, odwieszonym ręczniku czy ubraniach leżących w szafkach (z krzesła przecież łatwiej wziąć, niż z szafy), nachodzi mnie refleksja - “jak sprawić, by mimo wszystko chciało im się chcieć?”. To wersja de luxe, w okrojonej zgadzam się na zwyczajne “jak sprawić, żeby zrobili?”.

Nie chcę rozpisywać się na temat samych sztuczek, jakich dopuszczam się dla uatrakcyjnienia nielubianych przez dzieci czynności. Świetnie sprawdza się podejście przez zabawę - sprzątanie zamieniam w aktorski popis, udając zrozpaczone głosy porzuconych zabawek, błagam o pomoc w dotarciu na miejsce przed zmrokiem. Działa niezawodnie.

Przy okazji gorszej formy kładę się po prostu na kanapie, tworzę listę rzeczy do sprzątnięcia, po czym nadzoruję, by nie pozabijali się w wykreślaniu tego, co już odłożone na półkę.

Przy myciu zębów śpiewam piosenki, przy zakładaniu kapci ganiam po domu, przy wieczornych czynnościach samoobsługowych udaję potwora... niezły wydatek energii, fakt.

Jednak narzekanie, przypominanie, napominanie, pouczanie, zmuszanie i wszelkie inne “-anie” są równie, jeśli nie bardziej, wyczerpujące. Podejścia zabawowe przynajmniej daje mi poczucie, że fajna ze mnie mama, i że dzieci też mam w sumie fajne. Wydatek zatem się opłaca podwójnie.

Jednak temat współpracy ma jeszcze swoją drugą stronę medalu. Współ-praca, a więc obustronna. Zarzuca się dzieciom, że nie współpracują z rodzicami, jednak mało który rodzic zakłada, że powinien współpracować z dzieckiem. No, bo pomyślmy tylko - dziecko upiera się, że chce wyjść na plac zabaw, ja próbuję jeszcze dokończyć coś na komputerze. “Będziesz ze mną współpracować, czy nie?!” - krzyczy zirytowane dziecko. Nie do pomyślenia, prawda?

Jeśli zajrzę uczciwie w głąb siebie, muszę przyznać, że kwestię współpracy roztrząsam raczej w kategorii “jak zachęcić do..” niż “czy współpracuję z moimi dziećmi?”.

Zatem jeśli zachęcanie do współpracy jest już polem do popisu, to zmuszanie siebie samego do takiej postawy jest aktem zgoła heroicznym. Odczytywanie drugiego znaczenia komunikatu “jesteś durna”, rozszyfrowywanie ukrytych za “zachciankami” potrzeb, odgadywanie tematów zastępczych (czy kiedy płacze, że zgubił mu się zeszyt, to faktycznie chodzi o zeszyt?).

Jestem przekonana, że jeśli chcę/oczekuję od swoich dzieci, że będą współpracowały ze mną, to jestem im winna to samo. W innym bowiem wypadku nie zachęcam ich do współpracy, tylko żądam posłuszeństwa - ani to lepsze, ani gorsze, jednak nie jest to współpraca.

A dzieci genialnie wyczuwają tę różnicę. Próbowałam kiedyś “zachęcić” do współpracy pierworodnego - poturbowani dniem pełnym przeżyć wracaliśmy do domu, dziewczyny słaniały się ze zmęczenia i nie było szans, aby jeszcze dały radę na szybkie zakupy obiadowe. Poprosiłam więc syna, aby sam podskoczył do sklepu (rzut beretem od bloku) i kupił brakujące składniki, ja w tym czasie zacznę przygotowywać posiłek. On jednak zaprotestował i zaczął marudzić, jak mu się nie chce. Nie chce, nie chce, przedrzeźniałam go w duchu - ja tu ledwo zipię, dziewczyny na wpół żywe, a jemu się “nie chce”.

Zirytowana, rzuciłam więc w powietrze: “dobra, nie będzie dziś obiadu, trudno, zjemy kanapki”.

Syn przyjrzał mi się badawczo, po czym odparł “OK, pójdę - ale wiedz, że mnie zmuszasz!”.

Pewnie, że zmuszam, bo mam swoją wizję i chcę, by została zrealizowana tu i teraz, natychmiast. Najchętniej z pieśnią na ustach.

Raz jeszcze - nie uważam, żeby wszystko i zawsze trzeba było z dziećmi dyskutować, ustalać i omawiać. Jednak tam, gdzie się da, ułatwia to wbrew pozorom życie. Dopuszczenie dziecka do głosu w kwestii tego, jak nasza współpraca ma wyglądać, może być bardzo fajnym doświadczeniem.


A o tym w następnej części.

Małgorzata Musiał - z wykształcenia pedagog, z powołania mama Tobiasza (2005), Leny (2008) i Zoi (2011). Pracuje w stowarzyszeniu Rodzina Inspiruje!, prowadząc warsztaty dla rodziców. Entuzjastka noszenia dzieci w chustach, rodzicielstwa bliskości, fanka i realizatorka programu „Szkoła dla rodziców i wychowawców”.
 

Opublikowane w: Felietony
Słowa kluczowe:

Dodaj komentarz

Ciekawe książki

Pracownie i gabinety

Gabinety i poradnie psychologiczne, ośrodki pomocy i centra rozwoju. Jeśli szukasz wsparcia, pomocy psychologa, pedagoga czy logopedy, sprawdź w naszej bazie, wybierając odpowiednie województwo.

Jeśli prowadzisz poradnię, gabinet psychologiczny lub w inny sposób wspierasz dzieci, rodziców, rodziny i chcesz zaistnieć w naszej bazie, napisz: kontakt@egodziecka.pl

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Polityka Prywatności.